Sąsiadka z drzwi obok powiedziała mi, że przepaliła jej się żarówka, ale ja dobrze wiedziałem o co tutaj chodzi. Krystyna Nowak była osiedlową kurwą, nimfomanką, którą pierdoliło już chyba pół bloku. Każdy wiedział, że się puszcza i każdy to wykorzystywał. Mówili na nią „parasolka” bo rozkładała się dosłownie przed każdym. Tylko jej mąż o niczym nie wiedział – zawsze o takich sprawach facet dowiaduje się ostatni. Tak więc moja gorąca, kurwiąca się sąsiadka złapała mnie na klatce, kiedy wychodziłem do pracy. Oznajmiła, że muszę jej pomóc z tą żarówką i puściła do mnie oko. Miała może trzydzieści pięć, trzydzieści sześć lat – ja miałem dwadzieścia jeden i tylko dwie kobiety na koncie. No więc czemu nie, pomyślałem. Mogę sobie poużywać za darmo, skoro jest okazja.

Odwróciła się i poszła do swojego mieszkania, kręcąc ponętnie swoim wielkim, tłustym dupskiem stworzonym do pierdolenia. Materiałowa sukienka, która miała na sobie sprawiała wrażenie jakby miała zaraz pęknąć na tym obfitym ciele. Gapiłem się więc na jej gruby tyłek i pełne uda. Poszedłem za nią. Jej pierwotna siła kobiecości ciągnęła mnie za nią, może były to hormony, aura albo po prostu dawno nie byłem z kobietą. Jej mieszkanie okazało się wyjątkowo małe. Od razu przeszliśmy jednak do sypialni. Okna zasłonięte były pomarańczowymi roletami, a łóżko nieposłane. Usiadła na nim, a ja stanąłem przed nią. Wielgachne balony wylewały się z dekoltu, kiedy patrzyłem na nie z góry. Bez ociągania złapała mnie za spodnie i przysunęła do siebie. Po chwili uwolniła mojego małego, który jeszcze był miękki i wsadziła go sobie do ust. Łapczywie zaczęła pochłaniać go na całej długości, a ja powoli czułem jak zaczyna rosnąć w tej jej wulgarnej japie. Kilka sekund i sprawiła, że byłem twardy jak metalowy pręt. Ona ssała go jednak dalej, wyciągając jeden z tych wielgachnych cycków na wierzch. Zaczęła go miętosić wolną dłonią, robiąc sobie dobrze. Miałem wrażenie, że ta ogromna różowa brodawka gapi się na mnie jak jakieś oko.

– Weź go między cycki – oznajmiłem podniecony.

Posłuchała mnie. Przerwała na moment obciąganie i wywaliła swoje cycki na zewnątrz. Wsadziłem między nie śliskiego od śliny kutasa i zacząłem ją tam ruchać. Ścisnęła też zaraz te swoje balony, żeby sprawić mi chyba większą przyjemność. Penis zasuwał między nimi jak oszalały, bordowa główka chowała się i pojawiała między tą parą rozkoszy.

– Ty suko – rzuciłem, zaciskając zęby i powaliłem ją na łóżko.

Nie broniła się. Znalazłem się między jej rozchylonymi udami i podciągnąłem jej kieckę. Wsadziłem tam rękę i wprawnie zsunąłem z niej majtki, które miały już mokrą plamę na samym środku. Włożyłem palec do jej pizdy i już wiedziałem, że nie mam na co czekać. Jej wygłodniała cipka wyczekiwała na mój sprzęt. Pieprzona zdzira z niej była.

– Wypnij dla mnie to swoje tłuste dupsko ty kurwo – rozkazałem jej, chcąc wziąć ją na pieska i tym samym dokończyć szybko naszą zabawę, bo miałem robotę i musiałem lecieć.

– O nie! – wypiszczała. – Tylko nie od tyłu! Jestem katoliczką. To nie po Bożemu!

– Wypnij tę dupę, kurwa i przestań pieprzyć farmazony.

Posłuchała mnie i wypięła w moją stronę, eksponując swoje wielgachne poślady niczym kobyła. O tak, pomyślałem sobie, wchodząc w nią gładko jak nóż w masło. Wbiłem się silnie po same jaja i zacząłem pierdolić ją z całych sił. Jebana kwiczała jak zarzynana maciora, ale nie dziwiłem jej się, bo rżnąłem ją naprawdę srogo. Jej dupa płakała słodko i głośno. Trzymałem ją za biodra, ale zaraz zamachnąłem się i walnąłem na odlew jej prawy pośladek. Huknął niczym sylwestrowa petarda. Poprawiłem raz, a potem drugi, bo mocno mnie to jarało. Dawno tak sobie nie używałem.

– Proszę, nie – zaczęła płaczliwie. – To boli, boli…

Zaśmiałem się i chwyciłem się jej włosów, spiętych w kuca. Złapałem za blond kitę i szarpnąłem do tyłu, przyciągając do siebie jej głowę. I znowu wymierzyłem jej klapsa w dupsko. To się nazywało epickie pierdolenie. Ruchaliśmy się jak para zwierząt – brudno i ordynarnie. Dojeżdżałem ją w ten sposób jakiś czas aż poczułem, że jestem bliski wytrysku. Poinformowałem ją o tym niczym dżentelmen.

– Tylko nie w środku – zawyła. – Tylko nie w środku, proszę. Mam te dni i mój mąż mnie zabije, jeśli będę w ciąży.

Świadomość zrobienia tej kurwie bachora podnieciła mnie na tyle, że wytrysk przyszedł szybciej niż się spodziewałem. Oczywiście, że nie wyjąłem z niej kutasa. Pozwoliłem żeby moja sperma zalała jej płodne łono, mimo że podświadomie wiedziałem, że ta suka kłamie – musiało ją to podniecać, że obcy facet robi z jej mężulka rogacza. Spuściłem się i czułem jak wypełniam ją swoim nasieniem po brzegi. Zlałem się w niej kilkoma potężnymi salwami do środka, a kiedy wyciągnąłem penisa, z cipy wypłynęła obficie biała maź, która ozdobiła pościel.

– Ty chuju, mówiłam ci! – zaczęła krzyczeć. – Zrobiłeś mi bachora!

Odwróciła się do mnie przodem, z cipą na wierzchu, a z tej cipy sączyła się sperma. Spojrzałem na jej twarz, która wyrażała gniew. Zaśmiałem się tylko lekko i kazałem jej wziąć jeszcze do buzi. Zrobiła to posłusznie, spiła resztki nasienia, wyciągając ostatki z mojego zmęczonego kutasa. Ssała jak odkurzacz.

Kiedy skończyła, wsunąłem spodnie.

– Następnym razem jak chcesz się pierdolić – zacząłem mówić – to nie wymyślaj, że ci żarówka się przepaliła. Jesteś parasolka i tyle. Każdy to wie.

– Że jak?

– Że srak. Lecę, bo spóźnię się do roboty.

– Ale przyjdziesz jeszcze kiedyś mnie odwiedzić, co?

Uśmiechnąłem się tylko łobuzersko i wzruszyłem ramionami. Po co niby miałem do niej wracać? Raz jest w sam raz, każdy kolejny numer sprawia, że przygoda staje się dziwna i zamienia w romans. A tego każdy mądry facet powinien unikać. Tym bardziej z takimi kurwami. Niech ktoś inny wysłuchuje jej narzekań na męża, słucha o siostrach, matce czy dzieciach, niech ktoś inny pomaga jej w zakupach i wozi do lekarza. Bo to właśnie później do tego zmierza. Do zobowiązań. A ja miałem to w dupie. Wpadłem tylko sobie podymać.

– Nie wiem – odparłem twardo. – Może wejdę jeszcze kiedyś cię zerżnąć, jak będzie mi się nudzić. Zobaczę.

– Jesteś świnia!

Znowu się zaśmiałem i w końcu wyszedłem z mieszkania. Na schodach, dwa piętra niżej, minąłem jej męża. Pozdrowiłem tego nic nieświadomego głupca. Zrobiło mi się go nawet szkoda. Życie, kurwa. Samo życie.