Czasami zdarza się. Wściekłem się na żonę. Ale tym razem to była jej wina! Początkowo rozmowa nie zapowiadała burzy. Od słowa do słowa i w końcu walnąłem drzwiami. Awantura zakończyła się wraz zamknięciem drzwi do salonu. Bogusia została w kuchni albo poszła do sypialni. Nie interesowałem się tym, co robi.

W salonie włączyłem telewizor i nie oglądałem jakiegoś filmu. Ściszyłem dźwięk. Nawet mi się słuchać nie chciało. Szybko zrobiłem i wypiłem drinka. Potem, już znacznie spokojniej, przygotowałem drugiego. „Piłem” dość głośno, żeby cholera wiedziała, że sięgnąłem po alkohol. Nie lubiła, kiedy piłem. Owszem, słabe wino pijaliśmy do obiadu lub kolacji, a i to raczej przy szczególnych okazjach. Głośno odstawiłem szklaneczkę, zgasiłem światło. Jedynie ekran telewizora  rozświetlał pokój. Położyłem się na kanapie i patrzyłem w ekran, ale nie widziałem żadnych obrazów. Spokojnie czekałem. Wiedziała, że po mocnym alkoholu jestem bardziej podniecony i taki wieczór zawsze kończymy seksem. Nasz najlepszy sposób na zgodę. I zawsze się sprawdzał. Potem oboje przepraszaliśmy się, niezależnie od tego, kto był winowajcą.

Ale to żona była uległą, posłuszną partnerką i przychodziła do mnie na seks. Klęczała przy kanapie, prosiła o seks, pieszczoty, rozbierała się. Kiedy jej pozwalałem, stawała się bardzo wyuzdana. Ot, taka nasza gra wstępna. O szczegółach nikogo przecież nie informowaliśmy.

#

No i jeszcze jedna „drobnostka”. Bogusia jest atrakcyjną kobietą. Szczupła, zadbana, spory biust, ładne nogi i wie, jak zadowolić mężczyznę. Do pracy nie ubiera się jakoś przesadnie wystrzałowo, bo jest zatrudniona w szpitalu, jako koordynatorka grupy fizjoterapeutów. Tam ciągle ten sam uniform, blond włosy spięte w „koński ogon” i związane czarną, aksamitną tasiemką, masa narzekających pacjentów, jeszcze więcej problemów, niezadowoleni pracownicy, sporo rutyny.

W rzadkich chwilach perwersji zakłada do pracy delikatną, ozdobną obrożę. Ładne jubilerskie dzieło. Trochę kosztowało, ale warto było. Dla osób znających takie zwyczaje był to czytelny sygnał. Na razie jednak nikt w pracy nie zaproponował jej niczego, co wiązałoby się z jej preferencjami, ani nawet nie zwrócił uwagi na jej seksualne potrzeby. A ona przecież ich nie ujawniała…

W pracy musi być energiczna, zdecydowana, sprawnie działająca, nieco zdystansowana. I taka jest, a mimo to stara się przyjaźnie uśmiechać do każdego. Nie ma czasu na nudę albo flirty z lekarzami. Zresztą, na ich oddziale zdecydowanie przeważają kobiety. gdyby ktoś znał ją tylko z pracy w szpitalu, byłby zszokowany, mogąc obserwować jej życie intymne! Gdyby ktoś orientował się tylko w jej życiu seksualnym, byłby zaskoczony, jak niewinnie wygląda jej życie zawodowe.

Czasami rozmawialiśmy o możliwościach poszerzenia naszych doświadczeń z jakąś dziewczyną albo mężczyzną, ewentualnie z inną parą. Na razie kończyło się na rozmowach i rozczarowaniach, kiedy próbowaliśmy nakłonić kogoś, poznanego na portalu, do spotkania.

#

Za to w naszym domu… Tutaj może odreagować. I tak robi! Ma swoje potrzeby, może zachowywać się swobodnie, naturalnie, bez ukrywania swoich skłonności, nawet nieco perwersyjnych, bo lubi to, więc korzystamy z okazji, żeby zaszaleć. Szczególnie, kiedy poniesie nas wyobraźnia.

Jestem przekonany, że nikt z jej przełożonych i współpracowników nie podejrzewa, jaki ogień w niej drzemie. Dopiero byliby zaskoczeni, widząc Bogusię leżącą nago na dywanie i liżącą moje stopy. Piękny widok. Opalone, nagie ciało, połyskujący złoty łańcuszek na szyi, brązowawy odcień skóry utrwalony wizytami w solarium. Napięte mięśnie, kołyszące się piersi, sterczące brodawki i pejcz przesuwający się wzdłuż jej kręgosłupa… Rzadko uderzałem, ale z przyjemnością patrzyłem na jej twarz i ruchy ciała, spodziewającego się ostrego smagnięcia pejczem. Czasami chodziła ze dwa tygodnie z pręgami po pejczu, ale nie skarżyła się. Tego chciała.

Albo gdyby zobaczyli ją chodzącą na smyczy u mojej nogi i szczekającą na polecenie? Z zaangażowaniem aportuje. Przybiega naga na czterech kończynach z piłką albo kością w zębach i czeka na kolejne polecenie. Potem łasi się i w nagrodę za dobre zachowanie może zrobić loda. Jeżeli chce takiej zabawy, to potrafi sama w zębach przynieść obrożę. Inny świat, inna kobieta!

Kiedy, gdy zaczynałem ją tresować do roli suki, nie miała ochoty ani szczekać, ani aportować. Kilka razy została solidnie obita pejczem i w końcu uległa. Oczywiście, wcześniej skułem jej nogi i ręce kajdankami. Po takich lekcjach na pstryknięcie palcami przybiegała z kuchni. Aż w końcu zaczęła służyć jak suka. Posłuszna, aportująca, na polecenie przynosząca w zębach domowe pantofle. Przed wyjściem z toalety już nie musiałem myć penisa. Pojawiała się, słysząc szum spuszczanej wody.

#

Zdrzemnąłem się. Obudziłem się, ale nie poruszyłem. W telewizorze nadal leciał ten sam film. Jednak coś było inaczej… Drzwi do salonu były uchylone. Nie widziałem, ale wyczułem, że stoi w nich.

– Waha się? Niech się waha. Dam jej znać, to podejdzie. Doskonale wie, kto decyduje o przebiegu gry.

Oczyma wyobraźni widziałem, jak naga stoi w drzwiach i potulnie czeka na mój gest albo polecenie.  

– Może trzyma obrożę w zębach? – uśmiechnąłem się i dyskretnie przeciągnąłem. Miałem ochotę na seks.

Lekki ruch przy drzwiach. Zerknąłem na ścianę, ale nie zauważyłem jej cienia. Lecz usłyszałem delikatne, ledwie uchwytne, niepewne stąpanie po dywanie. A przynajmniej tak mi się zdawało. Zawadziła czymś o krzesło. Dziwny dźwięk…

– W ręku trzyma obrożę! – z podniecenia aż penis mi rósł. Byłem pewien, że nie pomyliłem się. Czekały mnie miłe chwile. Nadal starałem się nie drgnąć. Niech suczka trochę wysili się, zanim ja zechcę się zabawić.

Chyba wykonała kolejne drobne kroczki. Dywan zbyt dobrze tłumił kroki bosych stóp. Bogusia w trakcie takiej zabawy nie chciała chodzić w żadnych klapkach czy sandałach na szpilkach. Dopiero kiedy służyła, na polecenie zakładała szpilki. Wówczas bez słowa protestu. Zawsze świetnie w nich wyglądała. Z profilu, widoczna w świetle wpadającym z przedpokoju, szczupła kobieca sylwetka ze sterczącymi piersiami, twardymi brodawkami, lekko wypiętą pupą i „końskim ogonem” zawsze przyśpieszała mój wzwód. Tak samo było i tym razem, chociaż dzisiaj działała tylko wyobraźnia. Na mnie wystarczyło. Nie odwracałem głowy, a drzwi były za mną.

#

– Gdzie schowaliśmy wibratory? – zacząłem się intensywnie zastanawiać. Chciałem wypełnić trzy dziurki mojej suczki, żeby miała co wspominać, kiedy znuży się wypełnianiem kolejnych dokumentów w pracy.

Kiedyś przyznała się, że jak w pracy jest bardzo zmęczona, chmurzy się albo, co gorsza, pada deszcz i na dodatek boli ją głowa, to już nie sięga po kolejną kawę ani nie opycha się słodyczami. Wstaje i wychodząc, mówi koleżance, że idzie do toalety. Zabiera jakąś ‘dyżurną’ podpaskę i ręcznik. Tamta nie domyśla się rzeczywistych intencji, ale widząc podpaskę, wie, że taki zabieg potrwa dłuższą chwilę. Tymczasem Bogusia szybkim marszem dociera i znika w służbowej toalecie. Tam zamyka się, rozpina i podwija służbowy fartuch, siada na desce, ściąga majtki i zaczyna się… onanizować!

Jeżeli nawet jest bardzo zmęczona i łupie ją w głowie, to po kilku minutach i tak dochodzi. Jedyny problem to powstrzymać głośne jęki. Wtedy gryzie drugą dłoń przez rękaw fartucha albo wpycha ręcznik w usta. Po wszystkim wystarczy umyć się. Ręce jeszcze się trzęsą, ale objawy złego sampoczucia maleją albo czasami wręcz zanikają. W ten sposób napędza się na kilka godzin i spokojnie może dalej wypełniać dokumenty. Praca nabiera tempa. Kawa nigdy nie wygra z takim bodźcem…

Obiecała, że nagra mi filmik z takiej zabawy w pracy. Obiecała, ale do dzisiaj nie nagrała. Nadal czekam. Kiedyś wyjaśniła mi, że za każdym razem, kiedy biegnie do toalety, jest tak pobudzona, że wcale nie ma ochoty na filmowanie. Dopiero po wszystkim żałuje, że jednak nie włączyła aparatu.

Cóż, ja też. 

#

Znowu poruszyła się i przysunęła do mnie. Trzymam dłoń w kroczu. Penis jest już prawie gotowy. Ona stoi i czeka. Chyba nie jest pewna, czy już obudziłem się. Nie chce mnie budzić, a ja nie lubię być wybudzany z drzemki.

– Niech czeka! – podoba mi się zabawa jej niepewnością. – Postoi trochę, to bardziej skruszeje – poruszyłem się i odwróciłem twarzą do kanapy.

Kiedyś tak samo ją przetrzymałem. Wówczas wróciła do domu jak chmura gradowa i tylko kwestią czasu było, kiedy wybuchnie. W pracy jest niby odporna na różne głupoty, to odreagowuje w domu! Nie prowokowałem, ale sama znalazła powód do awantury. Kiedy jej przeszło, już siedziałem w salonie. Po jakiejś godzinie przyszła za mną. Ponieważ była nieposłuszna, wiedziała, że musi zostać ukarana. Rozkraczony siadłem na kanapie i w milczeniu patrzyłem na żonę. Pod moim surowym spojrzeniem długo nie wytrzymała. Wkrótce prawie chlipała, więc ulitowałem się.

– Zdejmij wszystko! – rzuciłem.

Gorliwie pokiwała głową i od razu sięgnęła do bluzki.

– Oprócz szpilek! – dodałem z mściwą satysfakcją i wrednym uśmiechem. – Niech zapamięta sobie…

Najpierw kazałem jej wyłączyć górne światło, a ja włączyłem latarkę. Bez słowa szybko zdjęła bluzkę, spódniczkę i bieliznę. Została w klapkach na szpilkach. Stała przestraszona, bo i ja byłem wściekły na nią za tę bezsensowną awanturę. Pamiętam to jak dzisiaj. Czasem nagrywamy nasze zabawy, ale nie te spontaniczne. Za dużo wtedy biegania i szukania aparatu, statywu, akumulatorków, bo kabla na pewno nie znajdę albo będę go rozplątywał w nieskończoność, a zanim podłączę kamerę do laptopa…

Oglądałem nagą żonę. Światło latarkę skierowałem na jej twarz. Potem na różne części ciała. Obracała się, a ja sobie ją oglądałem. Potem stanęła w rozkroku i rozwarła pochwę. Świeciłem w jej oczy, a ona onanizowała się. Bez udawania! Tyle już potrafię rozpoznać. Kiedy dochodziła, kazałem jej przerwać. Posłuchała, ale z pewnym opóźnieniem. Oberwała bluzką po pupie i piersiach.

– Jeszcze raz! – rozkazałem.

Znowu posłusznie onanizowała się. Kiedy już głośno pojękiwała, ponownie kazałem jej przerwać. Zrobiła to, ale z podniecenia musiała oprzeć się o krzesło. Trudno było kobiecie opanować emocje. Na polecenie uklękła między moimi nogami. Gdy pozwoliłem, rozpięła spodnie, wyciągnęła penisa i zaczęła go pieścić. Kiedy ze mnie leciał śluz, a ona była umazana nim i śliną, poleciłem jej ustawić się „do mnie”, czyli dostosować się do mojej pozycji.

#

Grzecznie poczekała aż klęknę na kanapie. Skinąłem głową, więc zrzuciła klapki, położyła się na wznak, głową do mnie i chwyciła penisa ustami. Podłożyłem poduszkę pod jej głowę. Uznała, że odległość jest właściwa, więc wypuściła go i sprawnie nakryła się nogami. Chwyciłem je. Podpierała się rękoma i obciągała mi. Kiedy znudziłem się, wstawałem i wchodziłem do cipki. Rżnąłem żonę. Już przy pierwszy wejściu, wykonałem może z pięć ruchów, głośno krzyknęła i miała orgazm!

– Spóźniony rezultat onanizowania się – śmiałem się do siebie. Coś jej powiedziałem o tej głośnej ekstazie, ale podniecona nic nie usłyszała.

Wychodziłem z niej i klękałem. Dalej obciągała. Wstawałem, mocnym ruchem bioder wbijałem penisa do rozgrzanej pochwy i rżnąłem. Ostro! Powtarzałem kilka razy ten układ aż wszedłem do odbytu. Nie przepadała za tym, trochę protestowała, ale była podniecona, więc wszedłem dość łatwo. Najpierw jęczała z bólu, później szczytując. Znieruchomiałem, wycofałem się, wstałem i wszedłem w usta, a ona wdzięczna za rozkosz gorliwie obciągała. Już znała smak swojego odbytu. Po oblizaniu członka, raz jeszcze wszedłem do pochwy i po kilku ruchach, szarpiąc pośladki, wytrysnąłem.

Kwiliła dłuższą chwilę, a ja czekałem aż opadnie podniecenie. W końcu wyszedłem z niej. Krople spermy spadły na jej piersi i twarz.

– Do czysta! – ukląkłem i czekałem aż skończy wylizywać penisa. Puściłem jej nogi. Znowu leżała na plecach. Kiedy uznałem, że już mi wystarczy, wziąłem ją jeszcze od tyłu. Leżała na boku i czekała na koniec. Wytrysk był teraz znacznie słabszy, ale zdążyłem wepchnąć penisa do dupy. Przyjęła z lekkim westchnieniem ulgi. Nie bolało. Po wytrysku wyjąłem go i znowu czekałem aż wyliże. Nie musiałem nic mówić. Znała swoje obowiązki. Teraz ja leżałem na wznak, a ona klęczała przy kanapie.

Przepraszała mnie, również ustami, kiedy po wszystkim razem kąpaliśmy się w wannie.

#

– Dość wspomnień – wzdycham.

Ten dotyk jest już tak nachalny. Czuję jak dotyka mojej nogi przez spodnie. Głowę mam zwróconą do ściany, więc nie odwrócę się, żeby na nią spojrzeć.

– Niech poprosi! – upieram się.

Staje się bardziej nachalna. Jednak nie siadła na kanapie, nie uklękła, bo usłyszałbym albo poczuł, ale nadal dotyka dłonią mojej nogi. Nie powiedziała nawet słowa! Uparta… Wie, że czekam aż usłyszę jej prośbę. Dlatego leżę i udaję, że drzemię.

Pchnięcie nogi było tym razem bardzo nachalne, więc ją odsunąłem.

– Chcesz, to sobie siadaj! – myślę i nadal „drzemię”. – Zapomniała, jak należy prosić?

Kolejne pchnięcie było prawie jak uderzenie. I jeszcze raz!

– No, kurde!  

W końcu, zniecierpliwiony dziwacznym zachowaniem Bogusi, szybko odwracam się i pewnym ruchem mocno chwytam moją kobietę za nogę.

W cichym salonie rozpętała się burza!

Jęk! Skowyt!

– Cholera! – zaskoczony i przerażony otwieram zaciśniętą dłoń. – Cholera! Cholera! – przeklinam pod nosem. Zrywam się na równe nogi, walę nimi o podłogę i stoję z szeroko otwartymi oczyma. Ciężko oddycham.

To nasza suczka przylazła do pokoju i dopomina się o swoje wieczorne wyjście. Teraz, wystraszona moją gwałtowną reakcją, szczekając, ucieka z salonu.

Z bezsilności walę pięścią w kanapę i wściekły padam na nią. Wciąż ciężko oddycham. Dawno tak się nie wystraszyłem.

– Jeszcze jeden taki numer i odjadę na zawał! – mówię głośno. Żadnej reakcji. – Jeszcze jeden… – nadal cisza. Żona pewnie udaje, że nie słyszy. Z rezygnacją macham ręką.

W tym tygodniu moja kolej na wyprowadzanie psa, więc w końcu podnoszę się. Suczka niespokojnie siedzi w przedpokoju, ale mimo wszystko zamiata ogonem. Oczy nadal wyrażają niepokój.

– No, już dobrze. Już, już idziemy! Ale zrobisz swoje i zaraz wracamy!

Chrobot klucza w drzwiach. Spojrzałem w tamtym kierunku. Żona właśnie wyszła na spacer.

K O N I E C