Wyjazd

przeczytasz w 32 min
5
(7)

Bardzo lubiłam jesień, szczególnie w górach. Cieszyłam się, że udało mi się namówić mojego wiecznie zapracowanego męża na tydzień w Karpaczu. Decyzja zapadła w ostatniej chwili, więc chyba oboje poczuliśmy się jak kilkanaście lat temu, podczas naszych spontanicznych wypadów. Potrafiliśmy z dnia na dzień zdecydować się na wyjazd. Autostop, namiot, czasem stodoła… Ech, piękne czasy – nie do wiary, że minęło już tyle lat. Wzięło mnie na wspomnienia… 12 lat temu był ten nasz pierwszy raz – właśnie pod namiotem. Dokładnie pamiętałam datę i wszystkie szczegóły – 5 czerwca 1996, środa. Michał oczywiście nigdy tego nie pamiętał… Był ciepły słoneczny dzień – rano padało, więc powietrze było rześkie. Rozbiliśmy się poza polem namiotowym, na małej polance w lesie, z której prowadziła wąska ścieżka nad jezioro. Nasz „obóz” stanowiły dwa namioty dwuosobowe i pieniek przy ognisku. W okolicy pusto, zostały jeszcze prawie 2 tygodnie do wakacji. Byliśmy tylko w czwórkę: ja, czyli Monika, Michał, Marek i Mirek. Śmiesznie się dobraliśmy – wszyscy na „M”. Jeszcze wtedy byliśmy wszyscy tylko dobrymi znajomymi… Oni w trójkę gnietli się w jednym namiocie, ja mieszkałam sama w drugim – jak księżniczka. Chłopcy wybierali się na poszukiwanie sklepu – twierdzili, że z chlebem, ale chyba bardziej chodziło im o piwo. Jutro święto, potem weekend – bali się, że zabraknie… Przyjechaliśmy przedwczoraj, a już porządnie zdążyli przetrzebić zapasy – w czym zresztą sama im pomagałam w miarę moich możliwości. Michał jak zwykle posiał gdzieś koszulkę i teraz szukał jej po całym namiocie, aż w końcu machnął ręką. A ja czytałam po raz chyba setny mój ulubiony tomik poezji Szymborskiej, patrzyłam ukradkiem na jego sylwetkę w samych szortach (mniam) i czekałam aż sobie pójdą – chciałam się w końcu wykąpać i umyć głowę. Ciarki mnie przechodziły na myśl o temperaturze wody w jeziorze, ale co robić – nie mogłam już wytrzymać z włosami przesiąkniętymi dymem z ogniska. W końcu się doczekałam – chłopcy zniknęli za drzewami, a ja miałam wreszcie czas dla siebie. Z ręcznikiem na ramieniu i szamponem w garści defiladowałam ścieżką, starając się omijać szyszki. Dotarłam do rozwalającego się pomostu i z rezerwą zbliżyłam się do wody. Brr, jaka zimna… Momentalnie pokryłam się gęsią skórką, a sutki wyglądały tak jakby miały przebić koszulkę. Mimo mojego 75C, nie bawiłam się w noszenie stanika – nie na biwaku. Z chłopakami znałam się od dziecka, więc specjalnie się nie krępowałam, chociaż zauważałam z satysfakcją ich zainteresowane spojrzenia. Przy ognisku nawet zaczęły się głupie żarty na ten temat, ale zręcznie zmieniłam temat. Odłożyłam przybory na pomost, z przyzwyczajenia rozejrzałam się bacznie, ściągnęłam dresy i weszłam do wody, szczękając z zimna. Zrzuciłam też koszulkę i po chwili potrzebnej na zebranie odwagi, nabrałam powietrza i zanurzyłam się. Po pierwszym szoku, woda okazała się całkiem przyjemna i spokojnie już przystąpiłam do porannej toalety. Namydliłam się i umyłam – czułam się jak nowo narodzona. Rozkoszowałam się jeszcze przez chwilę ciepłymi promieniami słońca na skórze i chwyciłam rozkosznie suchy i puszysty ręcznik. Kończyłam się wycierać, kiedy kątem oka ujrzałam jakiś cień… Obróciłam się gwałtownie, gotowa bronić się przed jakimś dzikim zwierzem. Przy drzewie stał… Michał. Cały czerwony, z wybałuszonymi oczami wpatrywał się we mnie najwyraźniej nie widząc w tym nic niewłaściwego…
– A Ty co? – to wszystko, na co było mnie stać.
– Ja, przepraszam, nie chciałem – próbował dukać zmieszany.
– Długo się tak gapisz? – byłam pełna najgorszych przeczuć.
– Wystarczająco – odparł z rozbrajającą szczerością, podnosząc wzrok – jesteś piękna – dodał już śmielej.
– Jesteś bezczelny – nie wiedziałam czy mam się złościć, czy śmiać – a gdzie chłopaki?
– Poszli, ja wróciłem, bo chciałem pogadać. Z Tobą – dodał, jakby mogło chodzić o kogoś innego.
– Na pewno? A może siedzą gdzieś w krzakach? – byłam bezlitosna.
– Na pewno. Przepraszam, nie wiedziałem… – wszedł w fazę tłumaczenia.
– Dobra – urwałam – daj mi się ubrać.
Odwrócił się bez słowa.
– Naprawdę podobało Ci się? – rzuciłam niby mimochodem, wycierając włosy.
– Bardzo, nawet nie wiesz jak… – ruszył się.
– Stój, nie obracaj się! Ani mi się waż – osadziłam go w miejscu.
Przez głowę przelatywały mi setki myśli, na zmianę robiło mi się zimno i gorąco. Co czułam? Pierwszy raz chłopak widział mnie nago i nawet nie było mi wstyd. Podobałam mu się, wiedziałam o tym nie dlatego, że to powiedział – on miał to w oczach, ten cielęcy zachwyt.
Ciekawe, czy zauważył tę parę kilko nadwagi – chyba nie patrzył na moje biodra.
Wycierałam się, drżąc – wcale nie z zimna. To było naprawdę cudowne uczucie, stałam kilka kroków od chłopaka – właściwie to już mężczyzny – całkiem naga, jeżeli nie liczyć ręcznika.
Znałam już to uczucie, chociaż nigdy nie nawiedziło mnie z taką siłą. Pragnęłam go…
Sięgnęłam po dresy i zaczęłam wciągać je na mokre jeszcze uda.
Oczywiście, jak było to do przewidzenia, nadepnęłam na szyszkę i z jedną nogą uwięzioną w nogawce, wyłożyłam się jak długa na ścieżce… Cały nastrój prysł, wszystko potoczyło się błyskawicznie. Poczułam jego silne ramiona, dźwigające mnie do pionu i gorący tors przytulony do moich piersi – trochę mocniej i dłużej niż to było potrzebne.
– Puść, ja sama – krzyknęłam, trochę chyba za ostro.
Odepchnęłam go ze złością. Byłam wściekła – nie na niego, tylko na siebie.
Posłusznie się odwrócił, a ja dokończyłam się ubierać już bez przygód. Bez słowa wyminęłam go i pobiegłam do namiotu.
Przyszedł, kiedy już zaczęłam do siebie dochodzić.
– O czym chciałeś porozmawiać – spytałam zmieniłam temat, modląc się, żeby nie wyczuł drżenia w moim głosie. Cały czas czułam ciepło jego ciała i ten dotyk ze ścieżki.
– O nas… – wyszeptał i spojrzał mi w oczy.
To właśnie wtedy wszystko mi powiedział. Że poczuł do mnie coś ostatnio… Że jestem piękna. Że nie może przestać o mnie myśleć…
Opowiadał długo, aż w końcu padło to, na co podświadomie czekałam.
– Kocham Cię.
Milczałam. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Byłam szczęśliwa.
Michał zawsze mi się podobał, ale specjalnie trzymałam się na dystans. Jak tylko czułam, że coś się szykuje, zawsze znalazłam jakąś wymówkę. A to matura i muszę się uczyć, albo zakupy z koleżanką, albo wyjście z kolegami. Udawałam, że nie wiem o co chodzi, kiedy umawiał się ze mną, a ja dzwoniłam z zaproszeniem do Marka i Mirka. Byłam w tym taka dobra, że prawie sama siebie oszukałam. Teraz zadawałam sobie pytanie – dlaczego?
– Co myślisz? Dlaczego nic nie mówisz – niepokoił się.
– Wiesz, ja chyba… Ja Ciebie też – ciężko przeszło mi przez gardło.
Pierwszy raz widziałam go tak szczęśliwego. Porwał mnie na ręce i zakręcił.
– Puść wariacie.
Ale nie puścił. Postawił mnie i przytulił. Całował, dotykał, przytulał…
A ja czułam się tak cudownie. Dopóki nie usłyszałam kroków.
– Co jest dzieciaki? – Mirek starał się ukryć zaskoczenie.
Marek stanął jak wryty i tylko patrzył, o mały włos nie wypuszczając drogocennych butelek.
– Nic. Właśnie chcieliśmy wam powiedzieć, że… – Michał nie mógł się wysłowić.
– No właśnie, jesteśmy parą – odzyskałam pewność siebie.
Dopiero po paru latach Marek, podczas szczerej rozmowy, przyznał się, że bardzo żałuje, że się wtedy spóźnił. Ale ja nie żałowałam…
Wieczorem Marek z Mirkiem dyplomatycznie udali się na ryby, ja zostałam sama z Michałem.
Leżeliśmy w namiocie, całując się i przytulając – czułam jak jego dłonie zdobywają coraz to większe terytorium mojego ciała. Bałam się, ale bardzo tego chciałam. Zadrżałam, kiedy wsunął mi rękę pod koszulkę i dotknął moich piersi. Bawił się moim sutkami, a ja nie pozostawałam mu dłużna. Błądziłam po jego torsie, twardym brzuchu, odciągałam gumkę szortów, których zawartości byłam strasznie ciekawa. On czekał, nie ponaglając – bardzo mi się podobało jego opanowanie – wiedziałam przecież, jaki jest podniecony. To ja pierwsza dotknęłam jego. Był gotowy, twardy i napęczniały – jakby od zawsze na mnie czekał. Ja również czekałam na niego, cała rozgrzana i wilgotna. Uniósł biodra, pomagając mi ściągnąć szorty – ja zrobiłam to samo, kiedy zdejmował mi dresy. Leżeliśmy nadzy, nie spiesząc się i napawając tą chwilą. Patrząc mi w oczy, sięgnął po śpiwór.
– Nie jest Ci zimno? – spytał, okrywając nas.
Jego czułość mnie rozbroiła, wtuliłam się w niego.
– Nie, jest cudownie.
I to była prawda, prysły gdzieś wszystkie moje obawy i kompleksy, byłam oszołomiona jego bliskością, dotykiem i zapachem. Bawiłam się jego męskością, nie mogąc się nadziwić temu cudowi natury. On szukał palcami moich najczulszych punktów, zresztą z powodzeniem, bo już po chwili zwijałam się z rozkoszy zaciskając uda. Przerwał i pochylił się nade mną.
– Na pewno chcesz? – głupie pytanie. Ja już nie mogłam wytrzymać. I jakoś wcale się nie bałam.
Zabolało jak we mnie wchodził – wyczuł to i zatrzymał się. Przyciągnęłam go do siebie i sama uniosłam uda. Starał się być delikatny, mimo to bolało nadal, poczułam na udach lepką krew.
– Więc to tak wygląda? To na to czekałam?
Wysunęłam się spod niego i obróciłam go na plecy.
– Teraz moja kolej – szepnęłam mu do ucha.
Starając się przypomnieć sobie całą teorię, zaczęłam go masować. Zdążyłam zrobić dosłownie kilka ruchów, kiedy jęknął, wyprężył się i wytrysnął. Zaskoczyło mnie to tak, że nie zdążyłam się odsunąć i kilka kropel wylądowało mi na włosach. Do dziś się uśmiecham na wspomnienie tego, co wtedy pomyślałam… „Dopiero, co myłam głowę”… Zasnęliśmy przytuleni i obudziliśmy się dopiero rano. A po dwóch latach byliśmy małżeństwem. Marek, podczas tej samej szczerej rozmowy przyznał mi się do czegoś jeszcze. Ale tego nie powiedziałam nigdy mężowi. Mirek wtedy poszedł na ryby sam…
– Dobra, czas się pakować – powiedziałam sama do siebie, otrząsając się ze wspomnień. To było tak dawno temu, tyle się zmieniło.
Rozłożyłam ciuchy na łóżku i metodycznie zaczęłam je układać w walizce, rozmyślając o Michale. Czy bardzo się zmienił? Chyba nie… A ja? A seks? Teraz w łóżku było nam dziwnie. Tak jakby czegoś brakowało. Dalej go pragnęłam, ale… Próbowaliśmy różnych podniet, nowych miejsc, zabawek. Ale kiedy powszedniał nowy wibrator, znowu było tak samo… Może teraz ten wyjazd. Niedawno jak o tym rozmawiali, powiedział, że to być może dlatego, że był moim pierwszym i jedynym. Że nie miałam okazji spróbować z innym i dlatego jest pewne niedopowiedzenie. Nie wiedział, że to nieprawda i nie zamierzałam mu nigdy o tym powiedzieć. To było tylko raz. Właściwie dwa – ale jednej nocy. I nigdy się nie powtórzy. Nigdy się nie dowie. Znowu te wspomnienia… Czasami przeklinałam tą swoją pamięć do szczegółów.
Kilka lat temu, akurat przed moimi imieninami, Michałowi jak na złość wyskoczył wyjazd służbowy. Wyjechał na kilka dni. I może wszystko byłoby w porządku – w końcu to nie pierwszy jego wyjazd – gdyby się nie wydało, że nie pojechał sam. Wpadł głupio – nie skasował maila z potwierdzeniem rezerwacji, w którym aż kłuło w oczy „pokój dwuosobowy”. I obco brzmiące nazwisko poprzedzone imieniem, które trudno byłoby uznać za męskie – Ewa. Nie płakałam. Poczułam tylko jak serce zamienia mi się w kamień. Postanowiłam się dobrze bawić i zrewanżować się gnojkowi. A przy okazji spełnić swoją najdzikszą fantazję. Otworzyłam wino, wypiłam duszkiem prawie pół butelki i wykonałam dwa telefony. Mirek i Marek – obaj mocno zdziwieni przyjęli zaproszenie. Nie utrzymywaliśmy już ze sobą kontaktu, odkąd się pożenili. Poprosiłam ich, żeby zarezerwowali sobie więcej czasu, bo będę potrzebowała ich pomocy. Do dzisiaj nie wiem, co powiedzieli swoim żonom, wtedy mało mnie to obchodziło. Nie widzieliśmy się naprawdę długo – ale nadal byli to moi prawdziwi przyjaciele. Obaj mieli do mnie słabość, wiedziałam o tym. Dlatego, jak już w końcu obaj do mnie dotarli, powiedziałam prosto z mostu, o co mi chodzi. Poprosiłam, żeby mi nie przerywali, nalałam po drinku i zaczęłam…
– Chcę się z wami kochać. Oboma. Naraz. Dzisiaj. Nie pytajcie, dlaczego. To ma być tylko raz, nigdy więcej tego nie powtórzymy, nawet nie będziemy o tym rozmawiać. Jutro macie o wszystkim zapomnieć. Zastanówcie się, ja pójdę się odświeżyć. Jak zrezygnujecie – po prostu wyjdźcie, zrozumiem. Jak się zgadzacie – to na moich warunkach.
Nie czekając na reakcję, schowałam się do łazienki. Emocje jednak wzięły górę i musiałam uspokoić oddech. Byłam jednak zdecydowana to zrobić, zresztą teraz nie mogłam się wycofać. Szkoda, że nie wiedziałam, co oni sobie pomyśleli. Słyszałam tylko jakieś szepty. Odkręciłam wodę…
Kiedy wyszłam zawinięta w szlafrok, obaj wstali. To musiała być dla nich trudna decyzja. Gdybym chciała z każdym z osobna, to co innego. Ale oni byli przecież jak bracia, wszyscy trzej. Z Michałem. Dość, dobrze mu tak. Uśmiechnęłam się do nich, a oni skinęli głowami. Wiedziałam, co to oznacza, poczułam falę gorąca i postanowiłam dać się jej ponieść. Szlafrok, niczym nie przewiązany, rozchylił się, co nie uszło ich uwadze. Mirek odstawił szklankę i pierwszy do mnie podszedł. Wpił się w moje usta, objął ręką w pasie i zakręcił. Marek podszedł z drugiej strony i po chwili jego usta wędrowały po mim karku. Wszędzie czułam ich ręce, na plecach, biodrach, udach. Szlafrok opadł, przenieśli mnie na kanapę i położyli na wznak. Leżałam z zamkniętymi oczami, rozkoszując się dotykiem ich dłoni. Próbowałam ich rozpoznać po dotyku, ale po kolejnym skurczu rozkoszy dałam spokój. Wyginałam się i wiłam pod ich palcami, unosząc biodra – a oni jakby specjalnie zwlekali z dotknięciem mojej cipki. Działali jakby byli jednością – doskonale zgrani. Kiedy Marek zajmował się moimi piersiami, Mirek całował moje uda. W końcu doczekałam się. Palce Marka dotarły do mojej wygolonej specjalnie na tę okazję szparki i bez problemu wśliznęły się do środka. Jak tylko zniknęły, pojawił się tam język Mirka, przyprawiając mnie o kolejną falę przyjemności.
– Przyszła kolej na mnie – Marek rozebrał się w rekordowym tempie i po chwili stał nade mną ze sterczącą pałką. Zabrałam się za nią, a myśl o tym, że nie należy ona do mojego męża niesamowicie mnie podniecała. W miarę jak Mirek sprawiał mi coraz większą przyjemność językiem, stawałam się bardziej wulgarna dla Marka. Ssałam, lizałam, połykałam i obciągałam – unosząc wzrok i patrząc mu bezwstydnie w oczy. Kiedy napotkał mój wzrok wyraźnie przyspieszył, musiało się mu podobać. Tymczasem Mirek postanowił zmienić konfigurację. Jego język zastąpiły palce, ale tylko po to, by po chwili rozsunąć moją cipkę i przygotować ją na swojego kutasa. To, co jeszcze przed chwilą nazywałam „kochaniem się”, zastępowałam teraz „rżnięciem”, „dymaniem”, „ruchaniem”. Nie musiałam tego wypowiadać, wystarczy że pomyślałam o tym w ten sposób i już prawie mdlałam. Już nie cipka, ale pizda – domagała się chuja, kutasa, zaganiacza… Kiedy w końcu wszedł, zwaliło mnie z nóg. Puściłam kutasa Marka i rozłożyłam nogi przed Mirkiem, jak tylko mogłam najszerzej. Patrzyłam jak wchodzi we mnie, cały mokry – mimo to ciasno mnie wypełniał. Michał nie ma takiego – pomyślałam ze złośliwą satysfakcją. Chwyciłam dłoń Marka i nakierowałam na łechtaczkę. Przejechał po niej palcem, unosząc mnie na kolejny stopień rozkoszy. Drugą ręką zajmował się sobą. Mirek mnie posuwał, a Marek pieścił – nie mogło być lepszego układu. Wiedziałam, że długo nie wytrzymam, zresztą nie chciałam. Chłopaki też walczyli, żeby się za szybko nie spuścić. Zaczęłam pomagać Markowi i kiedy poczułam, że zbliża się wytrysk, skierowałam go na cipkę – tam gdzie właśnie wyskakiwał ze mnie Mirek. I wtedy uderzył – to dobre słowo – orgazm. Ja zwijałam się od tego uderzenia, Mirek i Marek strząsali ostatnie krople, rozsmarowując je po moim brzuchu. Wszyscy troje padliśmy na kanapę…
– Monika – zaczął któryś.
– Ciii… – przerwałam nie otwierając oczu – nic nie mów, jest bosko…
Po chwili, kiedy podniecenie zaczęło powoli opadać, zapadła krępująca cisza. Mirek zwinął się pierwszy – bez słowa. Wstał, ubrał się po cichu, pocałował mnie czule na pożegnanie i po prostu zniknął. Marek został dłużej i wtedy właśnie przyznał mi się do wszystkiego. Banalna historia – zakochany szczeniak, bał się zapytać, porozmawiać. Zazdrosny o Michała, dusił wszystko w sobie tyle lat. Opowiadał jak bolało, kiedy stał pod namiotem, w którym traciłam dziewictwo i wszystko słyszał. Nie chciałam tej rozmowy, dla mnie był to zamknięty rozdział. Od razu rozwiałam jego wątpliwości…
– Lepiej będzie jak już pójdziesz – wstałam i podałam mu koszulę.
– Rozumiem, ale…
– Skoro rozumiesz, to nie ma żadnego ale.
Patrzyłam jak się ubierał, po policzku ciekły mi łzy. Kiedy zniknął za drzwiami, rozryczałam się na całego.
Czy żałuję? Przyrzekłam sobie nie żałować.
Od tamtej pory nie rozmawiałam z nimi. Nawet nie wiem jak się zachowam, kiedy przypadkiem ich spotkam… Tym mocnym akcentem zakończyłam naszą znajomość. Potem jeszcze tylko ciężka rozmowa z Michałem i z czasem Ewa też poszła w zapomnienie. Zadziwiająco łatwo wybaczyć, mając samemu nieczyste sumienie – po paru latach zostało tylko mgliste wspomnienie.
***
Z rozmyślań wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Sąsiadka przyszła po klucz, będzie nam podlewać kwiatki i szperać po szafkach. Wścibskie babsko – ale na swój sposób sympatyczne, nawet ją lubiłam, jak przychodziła z najnowszymi plotkami i ciastem.
Po wspomnieniach nie zostało śladu – skończyłam pakowanie i usiadłam w kuchni z herbatą.
Gdzie ten Michał? Jesteśmy już prawie spakowani, a on jak zwykle się spóźnia. Przecież wie, jak nie lubię jeździć po nocy. Do Karpacza kawał drogi, a już jest południe – znowu będzie prowadził jak wariat…
***
Do Karpacza wjeżdżaliśmy wieczorem, ale powstrzymałam się od uwag, zachwycona widokami. Domek, który wynajęliśmy stał nieco na uboczu, w najbliższej okolicy nie było żadnych zabudowań. Kiedy zajechaliśmy na podjazd, w oknie na parterze pojawiła się jakaś sylwetka. Zaraz potem na ganku zapaliło się światło i wyszedł do nas chłopak – na oko może dwudziestoletni. Koszula i marynarka sprawiały, że wyglądał poważnie i oficjalnie…
– Dzień dobry, jestem Patryk, syn właścicieli. Zajmuję pokój na parterze, mam nadzieję że nie będę Państwu przeszkadzał.
– Nie ma sprawy, pozwolisz że się rozpakujemy – Michał jak zwykle był rzeczowy i bezpośredni.
– Oczywiście, proszę za mną.
Pokój był ogromny, z wielkim łóżkiem, kominkiem, stołem, szafą – wszystko w nim było duże. Zmieściłoby się w nim całe nasze mieszkanie – pomyślałam.
– Czy jest ktoś jeszcze w domu – spytałam młodego gospodarza.
– Nie, jesteśmy tu sami – może mi się wydawało, ale zabrzmiało to dwuznacznie.
Zmęczeni po podróży zaczęliśmy szykować się do snu. Michał rozebrał się i swoim zwyczajem zaprezentował się w całej okazałości.
– Chodź, zobacz że już jestem gotowy – mruknął.
– Wariacie, zasłoń okna – zaśmiałam się. Jak ktoś stał teraz na tarasie to musiał mieć niezły widok.
– Po co, przecież słyszałaś, jesteśmy sami.
– No nie całkiem, a ten młody?
– A niech patrzy, może się nauczy
– Myślisz, że nie umie? – ciągnęłam temat.
– A co, chcesz sprawdzić? – prowokował, wiedząc że lubię takie gierki.
– Jasne, zazdrosny? – kontynuowałam.
Czasami lubiliśmy się w ten sposób nakręcać, opowiadając sobie o tym jak robilibyśmy to z innymi partnerami. To była taka gierka, która nigdy nie wychodziła poza nasze fantazje. Tak jak filmy dla dorosłych, na które też czasem mieliśmy ochotę. To znaczy, ja miałam czasem – Michał zawsze. Ale teraz było inaczej – przez to odsłonięte okno, miałam wrażenie, że naprawdę ktoś patrzy. Znajomy dreszcz. Podobało mi się to. Wyobraziłam sobie Patryka, jak się przygląda. Zaczęłam się rozbierać, robiąc z tego przedstawienie. Michał leżał na łóżku ze sterczącą pałką i patrzył na mój pokaz.
– No chodź już – nie mógł wytrzymać.
– Poczekaj… – nie mogłam być taka łatwa, chociaż sama miałam już straszną ochotę.
Zawsze podniecają mnie nowe miejsca, a dzisiaj jeszcze ten Patryk… Mrrrr… Weszłam na łóżko, kucnęłam nad Michałem i zaczęłam powoli się na niego nabijać. Uwielbiam ten moment, jak zaczyna się we mnie rozpychać… Mąż zniecierpliwiony, położył mi ręce na biodrach i wszedł do końca z głośnym jękiem. Patryk usłyszy – pomyślałam i jęknęłam równie głośno. Po chwili jeździłam już na całego, a Michał wsunął kciuk pod łechtaczkę – wiedział dobrze, co lubię. Orgazm przyszedł szybko, nie żałowałam sobie przy tym jęków. Zeskoczyłam z męża i zajęłam się nim – teraz tak jak on uwielbia. Wiedziałem, że się zbliża, rżnął moje usta tak, że ledwo nadążałam. W finale chwycił mnie za włosy i stanowczo, prawie że brutalnie przytrzymał, spuszczając się na moją twarz. Pocałowałam go w usta, dzieląc się z nim smakiem jego nasienia, rozsmarowując je teraz na nim. Opadłam na łóżko zmęczona.
– Kochanie, zgasisz światło? – poprosiłam.
– Zaraz – wysapał – daj odetchnąć.
Światło… Patryk. Widział? Podniecenie zaczęło wracać i zapomniałam o zmęczeniu. Wstałam, wciągnęłam szorty, koszulkę i poszłam się opłukać.
– Pić mi się chce, pójdziesz ze mną do kuchni?
– Czekaj, ubiorę się – nagle zrobił się nieśmiały.
Z pokoju Patryka dobiegał odgłos telewizora. Wymieniwszy porozumiewawcze spojrzenia podeszliśmy do uchylonych drzwi. To, co ujrzałam, sprawiło że nogi mi zmiękły. Patryk siedział w fotelu, bokiem do nas, przed telewizorem. Jednak nie podglądał – nie nas. Za to odgłosy dochodzące z głośnika nie pozostawiały wątpliwości – oglądał porno. Ale nie to zrobiło na mnie największe wrażenie – tylko ręka rytmicznie wznosząca się i opadająca nad oparciem.
– Hi, Hi, wali konia – Michał wyraźnie był zadowolony.
A ja patrzyłam jak urzeczona – ale już nie na Patryka, tylko na mojego męża, wpatrzonego w młodego sprężystego kutasa. Był imponujący – zupełnie jak te z filmów. Nie zastanawiając się, sięgnęłam do mężowskich bokserek i zaczęłam mu obciągać, żeby stanął na wysokości zadania. Zanim go dotknęłam, już był twardy – czyżby się podniecił innym?
– Hej, podoba ci się? – wyszeptałam – a może Cię podnieca?
– Tak podnieca mnie, ale nie on, tylko to, że Ty na niego patrzysz…
Nie musiał mnie przekonywać, po chwili już stałam przed nim ze ściągniętymi spodenkami i wypięta pupą.
Posuwając mnie, nie przestawał szeptać:
– Podoba Ci się? Chciałabyś zobaczyć z bliska? Dotknąć? Spróbować?…
Z każdym moim „tak” przyspieszał, a kiedy odpowiedziałam: „Chcę, żeby mi wsadził” – wybuchnął. Do środka. Po udach spłynęła mi jego sperma. Wszystko trwało może minutę i odbywało się, poza szeptami, w absolutnej ciszy. Ja potrzebowałam jeszcze chwili, Michał wysunął się ze mnie i musiałam dokończyć sama. Dawno nie byłam tak podniecona, a teraz jeszcze widziałam jak finiszuje Patryk. Starałam się dotrzymać mu tempa i zaciskając zęby żeby nie wydobyć z siebie dźwięku pieściłam się tak, żeby skończyć równo z nim. Na męża nie mogłam liczyć, tylko się przyglądał z błogim wyrazem twarzy. Mój orgazm wyzwolił w końcu widok tryskającej fontanny z fotela, rozchlapującej się na torsie Patryka. Zwijałam się w ciszy, marząc o tym, żeby choć kropelka spadła na mnie. Przez to wszystko zapomniałam o ostrożności, zachwiałam się i zahaczyłam o drzwi. Patryk właśnie wstawał po ręcznik i zastygł w takiej pozie jak tylko nas zobaczył. Fujarka jeszcze mu nie opadła, dalej sterczała w całej okazałości – dopiero po chwili oprzytomniał i zasłonił się ręcznikiem. Wybiegł do łazienki, trzaskając drzwiami. Zapadła cisza. Dopiero po chwili Michał się odezwał:
– Idź, może z nim pogadaj?
– Dlaczego ja? – broniłam się.
– Bo facetowi tak jakoś głupio z drugim facetem o takich sprawach.
– Co mam mu powiedzieć?
– No, że wszystko w porządku, przekonaj go jakoś. Ja nie będę przeszkadzał – wrócił do naszego pokoju.
Wciągnęłam spodenki, poprawiłam koszulkę, podeszłam do drzwi i zapukałam.
– Patryk, otwórz.
Cisza…
Za trzecim razem odezwał się, po głosie było słychać, że jest roztrzęsiony.
– Czego pani chce?
– Porozmawiać.
– Ale ja nie chcę. Głupio mi. Chcę zostać sam.
– Ależ nic się przecież takiego nie stało – uspokajałam – to my nie powinniśmy.
– Niech pani idzie.
– Patryk, przepraszam – zdobyłam się na najłagodniejszy ton, na jaki mnie stać – porozmawiaj ze mną, proszę.
Skrzypnęła podłoga, drzwi uchyliły się i wyjrzała zza nich opuchnięta twarz. Patryk wciąż miał na sobie tylko ręcznik. Z góry dobiegł nas odgłos lejącej się wody.
– Mąż bierze chyba prysznic – uśmiechnęłam się próbując przełamać krępujące milczenie.
Patryk spojrzał na mnie jakoś tak dziwnie, na chwilę zniknął z jego twarzy wyraz skrępowania. Trwało to ułamek sekundy, ale nie uszło to mojej uwadze.
– Wiesz, przepraszam, że podglądaliśmy – kontynuowałam misję – naprawdę mi głupio.
– To mi głupio. I strasznie wstyd.
– Nie przejmuj się, przecież to normalne. Wiesz, podobało mi się…
– Jak to?
– A jak myślisz głuptasie, co robiliśmy pod Twoimi drzwiami? Podnieciłeś nas.
– Naprawdę – był autentycznie zdziwiony i jakby mniej skrępowany.
– No tak, ja momentalnie zrobiłam się mokra a mężowi od razu stanął, mimo że kochaliśmy się niecałe pół godziny temu – zagrałam vabank.
Spuścił wzrok i wykrztusił:
– Wiem. Widziałem was.
Teraz z kolei ja się zmieszałam.
– Widziałeś? Wszystko?
– Tak. Z tarasu miałem świetny widok.
– I jak wrażenia?
– Super. Właśnie dlatego… – nie dokończył. Nie musiał.
Na górze ciągle słychać było prysznic, a my staliśmy w drzwiach przełamując swoją nieśmiałość. Po chwili skrępowane uśmiechy ustąpiły miejsca chichotom i rozmawialiśmy jak starzy znajomi. Chociaż nie wiem czy nawet dobrzy starzy znajomi rozmawiają o takich sprawach. On opowiadał mi o swoich fantazjach, ja zdradziłam się ze swoimi. Okazało się, że jedną mamy wspólną. I co więcej – byłam pewna, że Michałowi też by się spodobała. I nagle zdałam sobie sprawę z okazji, jaka mi się trafiła. Zadrżałam, kiedy uświadomiłam sobie jak realna stała się możliwość urzeczywistnienia mojego snu. I postanowiłam doprowadzić rzecz do końca… Dwie godziny później siedzieliśmy w trójkę w salonie, swobodnie rozmawiając na kanapie, w tle z głośników sączyła się delikatna muzyka. Patryk najwyraźniej przestał się krępować, a kilka lampek wina sprawiło, że wręcz stał się wylewny. Zdążyliśmy się przebrać, wbrew zdrowemu rozsądkowi włożyłam ulubioną sukienkę do kolan z dużym dekoltem na plecach. Świadomość seksownego wyglądu rekompensowała mi niewygodę. Michał przyglądał się nam uważnie i po chwili przesiadł się na fotel.
– Wam też się podobało? – nagle wrócił do tematu.
Spojrzeliśmy na siebie z Patrykiem…
– Tak – odpowiedzieliśmy równocześnie, co wywołało kolejną falę wesołości.
– To może powtórzymy, ale teraz już bez podglądania – Michał wyraźnie miał jakiś plan.
– Jestem za – podchwyciłam – Patryk?
Chłopak stracił trochę pewność siebie, ale skinął głową twierdząco. Michał podszedł do mnie i wyciągnął rękę, jakby zapraszając do tańca. Wstałam i pocałowałam go głęboko w usta, czując na sobie podniecające spojrzenia Patryka. Dłonie męża błądziły po moim ciele, ale inaczej niż zwykle… Powoli sunął dłońmi po moich nagich plecach, przeniósł je na biodra i podciągnął sukienkę. Wyczułam, że robi to specjalnie, żeby zaprezentować moje uda Patrykowi. Ukradkiem rzuciłam okiem na naszego widza i zdążyłam zauważyć jak się wierci, wyraźnie podniecony. Nie widziałam wypukłości na dżinsach – ale chyba tylko dlatego, że niby przypadkiem trzymał tam rękę. Wydawało mi się, że wykonuje ledwo dostrzegalne ruchy… Postanowiłam dać mu dobre przedstawienie. Nawet nie musiałam za bardzo grać, moje ciało samo wyprężało się pod dotykiem męża i spojrzeniami obcego mężczyzny. Michał rozpiął suwak na plecach i po chwili sukienka zaplątała mi się wokół kostek. Miałam na sobie jeszcze tylko stringi, kręciłam więc pupą tak, żeby Patryk miał jak najlepszy widok. Wymacałam znajomy kształt w szortach męża i wsunęłam dłoń pod nogawkę. Był już twardy i ledwo mieścił się mu w slipkach, uwolniłam go więc jednym ruchem. Po chwili mąż stał przede mną nagi ze sterczącym kutasem, ja przed nim w samych stringach, a za nami Patryk mocował się ze spodniami. Trochę obawiałam się, że panowie będą sobą skrępowani, ale widocznie podniecenie wzięło górę. Przyglądałam się, jak Patryk ściąga spodnie, wyczekując aż zaprezentuje się w całej okazałości. Kiedy w końcu zobaczyłam jego sterczącą fujarę, wyrwał mi się jęk, który zainteresował Michała, jego dłoń na moim pośladku zacisnęła się. Kiedy spojrzałam na niego, wpatrywał się we mnie i co chwilę przenosił wzrok na konkurenta. Widziałam w jego oczach, jak bardzo go podnieca moje podniecenie innym. Jednocześnie delikatnym skinieniem dał mi przyzwolenie. Odwróciłam się więc do niego plecami i już bez skrępowania wpatrywałam się w boskie ciało młodego chłopca. Patrzyłam jak bawi się swoim kutasem wpatrzony we mnie. Bynajmniej nie patrzył mi w oczy – jego wzrok pożerał moje piersi, próbował dojrzeć, co się kryje za materiałem stringów. Michał cały czas mnie obmacywał, aż w końcu ściągnął ostatni dzielący nas skrawek materiału, prezentując mnie w całej okazałości. Od razu poczułam na pupie twardy kształt i palce rozchylające cipkę. Robił miejsce dla swojego kutasa, drugą ręką chwycił mnie za kark i pochylił. Posłuszna mężowi wypięłam się, zbliżając jednocześnie twarz do Patryka. Od jego pracującej ręki dzielił mnie zaledwie metr – czułam wyraźnie ten charakterystyczny zapach jego męskości i dokładnie widziałam każdy szczegół. Teraz ja nie mogłam się napatrzeć, jak chłopak unosi biodra, jakby chciał zbliżyć swojego członka do moich ust. Mąż zaczął dymać mnie od tyłu, jęcząc w rytm swoich posunięć. Od razu przypomniałam sobie mój wieczór z Markiem i Mirkiem. Nabrałam strasznej ochoty na obciągnięcie Patrykowi, ale co na to Michał? Przecież nie mogłam się mu przyznać. Wystawiłam język, pokazując Patrykowi, co mogłabym robić z jego pałką – on nie mógł oderwać ode mnie wzroku i coraz wyżej unosił biodra. Widać, też miał ochotę zapakować w moje usteczka. Obróciłam się w kierunku Michała. Przerwał i jakby czytając w moich myślach spytał:
– Chcesz? – wszyscy wiedzieliśmy, o co chodzi.
– Tak – odpowiedziałam bez namysłu, zdziwiona brzmieniem własnego głosu – Bardzo…
Wahał się przez chwilę, widocznie nie do końca pozbył się zazdrości. W końcu powiedział to, na co tak czekałam:
– Dobra, obciągnij mu, ale tak żebym wszystko widział.
Patrykowi nie trzeba było dwa razy powtarzać – zerwał się z kanapy i podszedł. Uklęknęłam przed nim, zastępując jego dłoń swoją. Drugą poszukałam mężowskiego członka i przyciągnęłam go bliżej. Panowie stali biodro w biodro, a ja na zmianę im obciągałam, tak jakbym nie mogła się zdecydować… Patryka – dłuższy, ale cieńszy, Michała grubszy, ale krótszy. Zastanawiałam się, który będzie lepszy, myśląc już o uczuciu, jakie będzie towarzyszyło wsadzaniem im po kolei w moją cipkę. Ale czy Michał pozwoli? Co innego wziąć do buzi, co innego dać dupy. Był na to sposób – kiedy mój mąż był podniecony, zgadzał się na wszystko. Pieściłam Patryka ręką, starając się zrobić ustami jak najlepiej Michałowi. Może to nie było sprawiedliwe, ale skuteczne. Poza tym obawiałam się, że młody chłopak spuści się za szybko, wiec starałam się stymulować go oszczędniej. Kiedy wyczułam, że Michał jest już blisko, obróciłam się nieco, tak żeby przodem być do niego, a tyłem do Patryka. Wypięłam prowokująco pupę, starając się, żeby wyglądało to jak najbardziej naturalnie. Byłam już blisko realizacji swojego planu, czułam jak Patryk zbliża się do mnie, uważnie obserwowany przez Michała. W każdej chwili byłam gotowa przerwać, czekałam na jakikolwiek gest. Nie doczekałam się. Patryk zaczął mnie pieścić, buszował palcami w mojej cipce, ściskał na zmianę piersi – a wszystko to za przyzwoleniem mojego męża, który wznosił się na wyżyny podniecenia. W końcu stało się – dłonie Patryka uniosły moją pupę i chwilę później poczułam jak we mnie wchodzi. Zacisnęłam mocniej usta na kutasie Michała, dławiąc krzyk rozkoszy, którego nie mogłam powstrzymać. Zajęło im chwilę zanim się zgrali, ale w końcu znaleźli wspólny rytm. Osiągnęłam to, o czym marzyłam w swoich fantazjach – posuwali mnie obaj, doskonale się uzupełniając. Czułam podwójną rozkosz i zbliżający się podwójny orgazm. Nie chciałam jeszcze kończyć, ale przestałam się kontrolować. Panowie również byli u kresu… Nagle Patryk zacisnął ręce i wybuchnął – widać również stracił kontrolę. Jeszcze kilka ruchów i poczułam lepką spermę wypływającą z cipki. Szkoda… Ja jeszcze trochę… Na szczęście Michał stanął na wysokości zadania. Zastąpił Patryka i wsunął się w lepką od jego nasienia cipkę. W tym momencie poczułam różnicę – był grubszy i mimo poślizgu rozkosznie mnie rozepchnął. Orgazm prawie mnie obezwładnił. Michał też przyspieszył – ale ja miałam ochotę na inny finał. Obróciłam się i wzięłam go do ust. Rozkoszowałam się cudownie obcym doznaniem – smakiem całej naszej trójki. Nasienie Patryka, soki z mojej cipki i właśnie tryskająca sperma męża…. Cudo. Wszyscy byliśmy wyczerpani i bosko zmęczeni. Długo leżeliśmy na miękkim dywanie, zanim Patryk, jak gdyby nigdy nic spytał:
– Ma ktoś ochotę na wino?

Jak ci się podobało?

Kliknij Gwiazdkę i oceń!

Średnia Ocena 5 / 5. Rezultat 7

Brak Ocen, bądź pierwszy!

Top 10 | Ranking Portali Randkowych |W Internecie znajdziemy portale randkowe o każdej tematyce pod słońcem. Jeśli szukacie poważnego związku, nowych znajomości, czy po prostu seksu, dziesiątki stron są do twojej dyspozycji. Sex portale oferują setki możliwości dla napalonych dorosłych, którzy szukają kogoś na szybki numerek, lub przelotną znajomość.
Poznaj kogoś już dziś!